Dusznickie legendy

Jako, że wakacje to najlepszy moment na podróże, w których możemy odkrywać fantastyczne miejsca i przeżywać niezapomniane przygody, chciałbym przedstawić Państwu dwie legendy związane z naszym miastem, które powinny zachęcić każdego poszukiwacza cudownych przeżyć do odwiedzenia i poznania historii Dusznik – Zdroju.

 

Legenda o Zamku Homole

Jeden z władców zamku miał młodą i piękną żonę. Pewnego razu przybył na zamek z odległych stron rycerz młody i urodziwy. Nie minęły trzy dni, jak młodzi wyznali sobie miłość podczas tajemnej schadzki. Lecz bogdanka nie chciała się zgodzić na ucieczkę z kochankiem, który nie miał nic prócz konia i zbroi.

Pewnego jesiennego dnia obaj mężczyźni znużeni polowaniem odpoczywali w oświetlonej łuczywem sali rycerskiej, racząc się obficie miodem. Starszego wiekiem władcę zmorzył głęboki sen. Raptem silny powiew jesiennego wiatru wyważył okno, zdmuchnął płomień łuczywa i strącił wiszący na ścianie sztylet. Stalowa klingę rozjarzył na chwilę zimny blask księżyca, który w tej chwili ukazał się spoza czarnej zasłony pędzonych wiatrem chmur.
Ręce obojga młodych spotkały się na rękojeści sztyletu. Wyrok zapadł. Wykonała go kobieta. Wkrótce została żoną młodego rycerza. Ich pożycie nie mogło jednak być szczęśliwe. Trapieni wyrzutami sumienia trwonili czas i zawartość zamkowego skarbca na zabawy i hulanki, szukając w nich zapomnienia. Młodemu panu po niedługim czasie znudziła się żona. Zatęsknił za wolnością, ale nie chciał też wyrzec się uzyskanego przez małżeństwo bogactwa. Z sercem przebitym tym samym sztyletem skonała piękna pani zamku Homole. Młody władca zaczął teraz napadać na przejeżdżających traktem kupców, niewoląc ich żony i córki; zamek Homole stał się siedzibą rozbójników. Dwa razy w roku, w rocznicę owych wydarzeń, o północy biała postać pięknej damy podąża stromą ścieżką ku ruinom zamku…

Ottheinrich_Nachod_f
                                                     Zamek Homole na starych rycinach

Minęło sto lat od tych tragicznych dni. Którejś nocy pewien biedny drwal poszedł do lasu, aby znaleźć jakieś pożywienie dla swych głodujących dzieci. Nagle natknął się na białą damę, która słodkim głosem w całym blasku swej nieziemskiej urody zaczęła go błagać, aby ulitował się nad nią i zdjął z niej czar. Tylko raz na sto lat przez siedem dni mógł ją ktoś odczarować, a termin ten miał właśnie upłyną pojutrze.

– Jeśli zechcesz mnie odczarować – mówiła – pojawię ci się jeszcze jutro, ale nie taka jak dziś, lecz w postaci ohydnej żmii z pękiem kluczy w pysku. Nie bój się jednak, owa żmija nie będzie miała mocy czynienia zła komukolwiek. Zabij gada i odbierz mu klucze, a będę wyzwolona.

Drwal oczarowany piękną zjawą zgodził się. Ale nazajutrz, gdy w tym miejscu rzeczywiście zobaczył straszną żmiję sunącą ku niemu, opuściła go odwaga i uciekł. Pani Lewińskiego zamku była skazana na dalsze sto lat pokuty. Podobno po tych stu latach znalazł się jednak jakiś odważny człowiek, który celnym ciosem sztyletu zabił żmiję i wyrwał jej klucze z pyska. Ciało gada rozsypało się w proch, a z prochu uleciał w niebo śnieżnobiały gołąb – dusza nieszczęśliwej pokutnicy. Zostawione klucze otworzyły śmiałkowi podziemia zamku, gdzie znalazł niezmierne skarby. Oszołomiony ich widokiem biedak nabrał do torby trochę najcenniejszych klejnotów, obiecując sobie wrócić potem po resztę, ale w podnieceniu zgubił owe czarodziejskie klucze wyrwane żmii i nigdy już nie zdołał trafić do miejsca, gdzie znajdowało się wejście do podziemi. Ale i ta cząstka, którą zdołał wynieść, uczyniła go bogatym na całe życie.

Wieść niesie, że skarby pani Lewińskiego zamku mogą być jeszcze przez kogoś odnalezione, gdyż pobliskim lesie leży ukryty sztylet, który dwa razy służył jednemu z małżonków do zgładzenia drugiego. Gdy ktoś znajdzie ów sztylet, przemieni się on w klucz, który otworzy szczęśliwcowi przejście do podziemi wypełnionych skarbami.
Źródło:Romana i Leszek Majewscy, „Legendy i Opowieści Ziemi Kłodzkiej”, Biuro Usług Turystycznych „Lider”, Kłodzko 1999

Niestety po Zamku Homole pozostał tylko fragment wieży, jednakże zachęcam gorąco do poszukiwań legendarnego sztyletu. Kto wie, może ktoś z naszych Gości będzie miał szczęście i stanie się dzięki temu bogatym człowiekiem 🙂

 

Legenda o Złotej Sztolni koło Zieleńca

Od niepamiętnych czasów duchy strzegły jaskini, koło Zieleńca zwanej Złotą Sztolnią. Strzegły jej tak długo, że już nawet nie pamiętały z czyjego polecenia i przed kim to miejsce chronią. Mijały lata, a miejscem tym nikt się nie interesował. Nic więc dziwnego, że czujność duchów została uśpiona.

To też, kiedy pewnego dnia pojawiło się w pobliżu jaskini kilku z cudzoziemska ubranych mężczyzn duchy nie zareagowały. Nie zareagowały nawet wtedy, kiedy przybysze wyjęli jakiś papier pełen dziwnych znaków i jęli go dokładnie oglądać. Coś tam sobie na nim pokazywali, mierzyli, sprawdzali, żywo gestykulując rozmawiali niezrozumiałym nawet dla nich – duchów językiem.

Dopiero kiedy poszły w ruch kilofy i oskardy, bo zaczęto oczyszczać i poszerzać otwór wejściowy do jaskini, aby ułatwić sobie jej penetracje, duchy otrząsnęły się z odrętwienia próbując przeszkodzić w podjętych robotach. Z mrocznych czeluści z piskiem wylatywały stada nietoperzy, wplątywały się we włosy i boleśnie raniły twarze i ręce kopaczy. Lecz na nic to się zdało!… Co prawda roboty na krótko ustały ale po opatrzeniu ran znowu je podjęto. Widać, że przybysze byli nieustraszeni i przygotowani na trudności.

Aby uciążliwe nietoperze nie przeszkadzały im w pracy postanowili wykuć drugi korytarz skierowany lekkim skosem w dół, tak że kiedy tu pojawili się dziwni strażnicy rozpalano drwa aby dym unoszący się w górę ku wylotowi sztolni odstraszał nietoperze, a kopaczom nie przeszkadzał w pracy.

Po żmudnych i długotrwałych robotach, bo wykuto jeszcze inne korytarze dotarli wreszcie do złotej żyły. Zdając sobie sprawę z niebezpieczeństwa jakie mogłoby im grozić ze strony miejscowych ludzi lub zbójców, nie chcieli aby wieść o złocie rozniosła się po okolicy. Gdy upewnili się, że już go nie ma w sztolni, a jeśli jest to tak nie wiele, iż nie opłaca się dłużej ryzykować pobytu postanowili czem prędzej opuścić ten teren.

Pewnej nocy załadowali więc rzeczy i wypełnione zlotem sakiewki na juczne konie i tak samo cichcem jak tu przybyli odjechali gdzieś daleko, do odległych krajów.

cie6-1Wejście do Złotej Sztolni

Po upływie pewnego czasu drwale, którzy przybyli trzebić tam las odkryli otwory prowadzące do wnętrza jaskini, a na dodatek znaleźli w pobliżu niej grudkę złota. Kojarząc to z widzianymi w tej okolicy cudzoziemcami domyślili się, że byli to poszukiwacze skarbów. Sadząc, że może we wnętrzu jaskini jeszcze znajdą co nieco postanowili wejść do środka ale duchy, które nadal strzegły miejsca zaatakowały ich z dziką furią. Tym razem udało się przepędzić intruzów.

Wystraszeni drwale opowiadali wszystkim jak to napadły na nich jakieś straszne skrzydlate stwory i nie pozwoliły im wejście do wnętrza jaskiń. Wiadomo – strach ma wielkie oczy!

Od tej pory przez długi czas omijano to miejsce bojąc się spotkaniem z nieczystymi siłami.

Jak przypuszczają niektórzy, jaskinia zwana Złotą Sztolnią mogła powstać na skutek eksploatacji złota. Istniejące tu naturalne szczeliny w soczewie marmurów ułatwiły penetracje otaczających je łupków krystalicznych. Tradycja wiąże to z tajemniczymi Włochami, których zanotowano w 1692 r. w księdze miejskiej Dusznik.

Obecnie Złota Sztolnia to kilka wąskich i stromych korytarzy, ze studniami prowadzących w głąb góry Orlicy mających około 17 m długości, przy różnicy w pionie około 20 m. Wejście do niej jest niebezpieczne, szczególnie w pojedynkę.
Źródło:Romana i Leszek Majewscy, „Legendy i Opowieści Ziemi Kłodzkiej”, Biuro Usług Turystycznych „Lider”, Kłodzko 1998

Mam nadzieję, że legendy, które przygotowałem dla Państwa staną się motywacją do wakacyjnego wypadu, który później będzie można wspominać z kubkiem ciepłego kakao w dłoni, pośród długich, jesiennych wieczorów.